Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi theli z miasteczka Skierniewice. Mam przejechane 14322.00 kilometrów w tym 4633.15 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 20.65 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 54909 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy theli.bikestats.pl
  • DST 165.01km
  • Teren 120.00km
  • Czas 08:01
  • VAVG 20.58km/h
  • VMAX 48.70km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • HRmax 184 ( 95%)
  • HRavg 156 ( 81%)
  • Kalorie 8151kcal
  • Podjazdy 679m
  • Sprzęt Santa Cruz Blur LT
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bike Orient Spała

Sobota, 18 czerwca 2011 · dodano: 19.06.2011 | Komentarze 8

Na miejscu jestem wcześnie - ponad godzinę przed startem. Spokojnie przebieram się, szykuję rower i podjeżdżam do biura zawodów. Mam jeszcze pół godziny do odprawy więc postanawiam pokręcić się po Spale. Miasteczko naprawdę ładne, robi wrażenie. 8:30 jestem przy stawie, gdzie ma się odbyć start. Odprawa techniczna - ma być trudno i raczej nikt ma nie zrobić kompletu (w co wątpię jak znam czołowych wymiataczy). O 8:45 dostajemy mapy. Duże mapy! Mapa 1:50tys w formacie chyba A2. Compass wydał specjalną mapę na tę okazję z zaznaczonymi punktami (w terenie słupki z perforatorami wkopane są na stałe). Mapa wygląda na dokładną ale przez jej wielkość wiem już, że będzie ciągłe wachlowanie. Mamy 15 minut na zastanawianie się nad wariantem. Wariant nie jest taki oczywisty choć przebiegająca przez środek mapy Pilica ogranicza manewry. Po paru minutach mam już kolejność zaliczania punktów i następne parę minut poświęcam na dokładne przebiegi wokół punktów. Standardowo dla mnie nie korzystam z pisaka - nie mogę się nadal przekonać. 9:00 - start. Startuję jako...drugi. Kierunek - Tomaszów Mazowiecki i PK11 (lewy brzeg Pilicy). Punkt wydaje się być łatwy - akurat na przetarcie. Tempo na asfalcie w okolicach 40km/h. Dogania mnie pociąg z Niewe, Goro i Josivem jadącymi na zmiany. Witam się i dołączam do nich. Tempo już stale trzyma 40km/h. Na punkt docieramy jako jedni z pierwszych. Asfalt akurat na przetarcie. Ruszamy dalej na PK12 (brzeg stawu) ale odjeżdżam kolegom. W dodatku punkt chcę atakować ze wschodniej strony, reszta jedzie od Południa. Wariant wschodni wydaje mi się szybszy - większy kawałek jest asfaltem a w lesie spodziewam się piachu i spadku tempa. Tak też jest. Niestety - przestrzeliłem przecinkę i tracę 10min na niepotrzebnym kółku. Tym samym na punkt wjeżdżam z chłopakami. Wariant dojazdu na następny punkt mam inny więc rozstajemy się. Dalej PK14 (ścieżka w obniżeniu). Przejeżdżam obok ogromnych terenów jednostki wojskowej z Tomaszowa. Nawiguję przez pola i las. Znów przestrzeliłem zjazd i nadkładam ok. kilometra. Dalej bez problemów docieram na PK a tam...Goro i Niewe i Josiv...Myślę sobie, że mam chyba słabszy dzień w nawigacji więc bezpieczniej będzie chwilę pojechać razem :) PK16 (skrzyżowanie dróg) w lesie - trzeba uważać i liczyć przecinki. Udaje się bezproblemowo dojechać. Chłopaki przymarudzają więc ruszam nie czekając na nich w kierunku PK2 (dawna gajówka). Zaczynają się lekkie piachy ale mam jeszcze sporo sił więc w ogóle tego nie odczuwam. Tempo na razie jest bardzo mocne. Jadę jakieś 100m za Pawłem Brudło, z którym spotkaliśmy się na poprzednim punkcie. Ten nagle odbija w lewo co mnie trochę dziwi. Docieram do punktu i przekładam mapę. Kurwa! Po PK16 miało być pobliskie PK17. Gdybym wcześniej przekręcił mapę to tego błędu bym nie popełnił. Trzeba wracać. W plecy będzie jakieś 20min. Marudzę z mapą a tymczasem nadjeżdża...wiadomo kto :) Jedziemy razem na PK17. Nie ma marudzenia - tempo bardzo mocne, w okolicach 30km/h w terenie. PK17 (szczyt wzniesienia) - trochę się tam umęczyłem bo wzniesienie było sporawe. Na następny punkt ruszamy znów razem. Od dobrych 90 minut jedziemy cały czas w terenie. Na PK10 (lewy brzeg Pilicy) to samo. Docieramy na miejsce a punktu nie ma. Przeciskamy się przez starorzecza i jest. Droga na PK7 (brzeg starorzecza) pokonana zostaje w takim tempie, że zaczynam odczuwać ból w nogach. Na punkt docieramy trochę na przełaj. Wyjeżdżamy i chłopaki kierują się na most na Pilicy. Drę się za nimi ale...machają tylko ręką. Jadę swoje w takim razie. Droga na PK18 (lewy brzeg Pilicy) zapowiada się ciężko - sporo dróżek i ścieżek po łąkach w dolinie rzeki. Nawiguje mi się dobrze. Tuż przed punktem, za CMK przeprawiam się przez strumyk (po kolana) - ulga niesamowita bo upał i duchota zaczynały już doskwierać. Ten punkt oceniam jako trudniejszy do znalezienia ze względu na mnogość przecinek i dróżek. Kolejny punkt PK8 to znów brzeg Pilicy. W jego okolice prowadzi asfalt ale najpierw parę kilometrów muszę jechać łąkami, żeby do niego dotrzeć. Do punktu docieram szybko. Po drodze strome urwisko. Na miejscu chaszcze i pełno pokrzyw po pas. Miejsce nie wydeptane więc mniemam, że jestem jednym z pierwszych. Utrudnia to też znalezienie punktu. Łażę ok. 5 minut sycząc z bólu. Po chwili przyjeżdża...wiadomo znów kto :) Szukamy razem. Jest - w pokrzywach. Ruszamy w stronę Pilicy przeprawiać się. Dołącza do nas Andrzej Krochmal (jeden z organizatorów Dymna). Podjeżdżamy (a raczej podchodzimy) pod urwisko i na asfalcie mocno przyciskamy. Jesteśmy na...promie. Na miejscu chwila na odsapnięcie. Jest 13-ta - 4 godziny jazdy za nami, zrobiona dokładnie połowa trasy z naprawdę niezłą średnią z jazdy 24km/h gdzie asfaltów było może 20% (na liczniku mam 96km). Sprawdzam bukłak - sucho! Wiem już, że muszę szukać sklepu. Jedziemy razem na PK3 (kapliczka na wzniesieniu). Jedziemy na zmiany ale szybko wysiadam. Chłopaki lepiej się przygotowali - pęka żel za żelem, koks za koksem ;) a picie oprócz bukłaków mają też w bidonach. Mówię, że nie dam rady dać dobrej zmiany i holuję się na kole aż do punktu. Gdzieś w oddali słychać odgłosy burzy. Sam punkt niesamowity - spore zalesione wzniesienie i na wzniesieniu pobudowana okrągła kapliczka. Na miejscu okazuje się, że Goro i Niewe odpuszczają dwa najdalsze punkty na południowym wschodzie. Z Andrzejem Krochmalem nie chcemy odpuszczać - pozostało 5,5h do końca limitu i 9 z 20 punktów do zdobycia. Jest spora szansa na komplet. Ruszamy razem. Parę kilometrów dalej rozpętała się burza. Trzaskało aż strach. Ustawiliśmy się za zasłoną z drzew (jakieś 10m od drzew ale wiatr tak zacinał, że drzewa chroniły przed ulewą). Po kilku minutach ulewa przeszła - wszystko wokół płynęło. Ruszyliśmy i dotarliśmy do mieściny Ossa. Andrzej Krochmal postanowił uderzać w teren, ja musiałem poszukać sklepu bo czułem już skutki odwodnienia. Pojechałem więc przez wioskę chcąc później zaatakować punkt od Wschodu. Dotarłem do sklepu - na szczęście otwartego. Dwie wody (3l) wypełniły mój bukłak. Oprócz tego jagodzianka (pierwsza w tym roku) i jakiś sok na miejscu. Potrzebowałem trochę odsapnąć. Na liczniku 102km. Lokalsi trochę zagadali i tak pękło mi 10min. Ruszyłem asfaltem i szybko dotarłem do odpowiedniego skrętu w las. A tam - masakra. Do punktu (PK20 - szczyt wzniesienia) było tylko ok. 2km ale chyba były to moje najtrudniejsze kilometry w życiu. Niesamowita piaskownica po deszczu zmieniła się w piaskowo-błotną breję, po której za cholerę nie dało się jechać. Męczarnia. Na punkt dotarłem ledwo żywy. Miałem ochotę położyć się i nie wstawać. Minęła ponad godzina odkąd wyjechałem z poprzedniego punktu (20min straciłem łącznie na burzę i sklep). Masakra! Mam myśli o wycofaniu się ale na szczęście do Spały w ch...daleko. Ruszam w końcu ale jest mi zimno - jestem przemoczony do suchej nitki, w butach chlupocze. W dodatku temperatura po burzy spadła. Kolejne 3km to podobna droga przez mękę. Docieram w końcu do asfaltu i uderzam na następny punkt. Jadę jednak wolno, bardzo wolno. W połowie drogi muszę zejść z roweru. Nogi mam sztywne, oddech płytki. Kładę się na trawie i leżę tak przez parę minut. Wstaję i rozciągam się. Zjadam batona i zapijam to wodą. Lepiej. Jadę już w normalniejszym tempie niestety pod silny wiatr więc dodatkowo psycha siada. Docieram na PK19 (szczyt wzniesienia). Sprawdzam czas - cały zapas zniknął. Teraz jestem na zero czyli muszę zaliczać punkt co niecałe pół godziny - bez szans z takim kryzysem. Szybko postanawiam odpuścić dwa punkty przy Pilicy - musiałbym jechać teraz na Północ ok. 8km terenem (pewnie piaszczystym) a nie czuję już się na siłach. PK5 (kapliczka na wzniesieniu) wygląda na w miarę łatwy do zdobycia. Uderzam tam. Jadę asfaltem i rozjeżdżam kryzys. Na miejscu jestem po...pół godzinie. PK13 (lewy brzeg strumienia) zaliczam po 20min. (skąpałem się oczywiście w strumieniu). Zaczynam żałować, że odpuściłem tamte punkty nad Pilicą ale dawno tak źle się nie czułem gdy podejmowałem tę decyzję. Na PK13 podłącza się jakiś zawodnik. Jedziemy razem i na PK6 (skansen) docieramy szybko. Pozostało 90 min. i dwa punkty do zdobycia. Mamy obawy bo przebieg jest spory. Ruszamy jednak. Kolega jest mocny a ja znów mam ołów w nogach. Odjeżdża mi sporo. PK1 (strażniczówka) zdobyliśmy po...25minutach. Mamy 65min do końca limitu czasu. Spokojnie zdążymy. Ruszamy. Tym razem z wiatrem. Nadaję tempo - kolejny kryzys przemogłem. Lecimy ponad 30km/h. Po drodze dołącza do nas...Andrzej Krochmal. Rozmawiam z nim krótko - ominął dwa punkty! Kolega, z którym jechałem też nie ma dwóch punktów :) Każdy popatrzył po sobie i przycisnął. Adrenalina uderzyła i wysunąłem się na prowadzenie ;) Przy skręcie na punkt zwolniłem i uważniej nawigowałem, żeby nie ominąć ścieżki. Panowie mnie dogonili. Razem wjeżdżamy w dróżkę prowadzącą do PK9 (prawy brzeg Pilicy). Kilkaset metrów od punktu mijam się z...Goro i Niewe. Robimy zdziwione miny - myślałem, że chłopaki już na mecie. Ile opuścili? 2 punkty :) Podbijam kartę i ruszam zaraz za Andrzejem Krochmalem. Do mety ok. 4km (z czego 3 w terenie). Po wyjechaniu ze ścieżki zbieram ostatnie siły i napieram mocno. 30km/h nie schodzi z licznika. Pełno błota i kałuż ale nie patrzę tylko tnę. Uciekam i jednocześnie gonię Gora i Niewe. Wpadam na metę. Dołożyli mi ze 2min. Chwilę rozmawiam z chłopakami - po drodze odwiedzili sklep i zrobili po browarze :) Poza tym pobłądzili na jednym z punktów. Na myjkę nie doczekam się - taka kolejka. Ładuję więc rower do bagażnika a sam myję się przy pomocy wody z butelki. Przy samochodzie zaliczam zgon więc czas na powrót. Wyników nie znam ale nie spodziewam się powtórki z ZdZ ;)

Całość była do zrobienia ale nie z pustym bukłakiem :( Zgon na 105km (odwodnienie) i resztę trasy zrobiłem siłą woli.
Track:





Komentarze
Niewe
| 14:02 poniedziałek, 20 czerwca 2011 | linkuj :D
Ale ucieczkę przeprowadziłem widowiskową. Musicie przyznać :P
Goro
| 10:50 poniedziałek, 20 czerwca 2011 | linkuj Na promie straciłem trochę do Was i musiałem podciągnąć. Trochę trwało zanim zlikwidowałem tą stratę. Na szczęście był asfalt. BTW na asfalcie zawsze lepiej mi szło niż w terenie, pewnie to kwestia mojej małej masy ;)
Na mecie zdziwiłem się, bo podszedł do mnie ten czwarty (Andrzej Krochmal) i podziękował za pociąg ;)
theli
| 10:33 poniedziałek, 20 czerwca 2011 | linkuj Josiv: odpuszczenie PK20 mogło być dobrym posunięciem - zaoszczędziłeś ok. 40min. na tym tylko jednym punkcie. Wyjeżdżając z PK3 liczyłem jeszcze na komplet ale burza a przede wszystkim suchy bukłak pogrążyły moje plany.
Co do foxa to jestem bardzo zadowolony - rzeczywiście wybiera wszystko i ma duże możliwości regulacji "w locie" (łącznie ze skokiem - 100-120-140mm co bardzo przydaje się na asfalcie). Trochę zaczyna przeszkadzać mi jednak waga całego roweru (13kg) i na krótsze zawody składam lżejszego "sztywniaka". Niemniej full na dłuższych wyjazdach w terenie to błogosławieństwo dla pleców i tyłka ;)
Goro: oby co najmniej taki wynik zrobić na Harpie :) Nie marzy Ci się komplet? :) Dzięki za towarzystwo - masz girę chłopie :D jak pociągnąłeś nas do Niewe w drodze na PK3 to myślałem, że płuca zgubię :)
josiv
| 09:58 poniedziałek, 20 czerwca 2011 | linkuj Uff solidna relacja, ale czyta się szybko :)
Po drodze na północy już odpadałem od pociągu niestety, ale utrzymanie stałego tempa bez postojów i błędów dało mi ...18pnk i nie wiem jakim cudem ale byłem przed wszystkimi tu wymienionymi :) Chyba fartem ze minąłem burze i z góry 19 i 20.

Na drodze do 17 podziwiałem prace twojego przedniego foxa, świetnie zestrojony wyłapywał wszystko bez oddawania jakiejkolwiek energii na ramę miło było popatrzeć.

Co do 18-ki to asfaltem było chyba szybciej ale na pewno łatwiej.
Goro
| 07:27 poniedziałek, 20 czerwca 2011 | linkuj Dzięki Theli za towarzystwo ;)
Rzeczywiście cały dzień mieszaliśmy się i wyszło prawie na to samo ;)
Oby taki wynik zrobić na Harpie ;)
Niewe
| 22:52 niedziela, 19 czerwca 2011 | linkuj Teraz przegiąłeś w drugą stronę. Będę musiał zawalić dzień w pracy żeby to przeczytać ;)
theli
| 22:46 niedziela, 19 czerwca 2011 | linkuj Niewe: teraz lepiej? :) Dzięki za wspólną jazdę i podciągnięcie mnie na kole w drodze na trójkę :)
Niewe
| 22:04 niedziela, 19 czerwca 2011 | linkuj No toś się rozpisał. A tyle się działo ;)
Zachodząc tu naprawdę liczyłem na więcej.
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!